Duża kałuża

gru 6, 2021 | Dziennik Kapitański

Start wygląda  imponująco! Ponad 70 jachtów, które próbuje ustawić się w jak najdogodniejszej pozycji, do założonej przez siebie trasy. Część planuje od razu postawić spinakery, genakery czy parasailory i pójść z wiatrem, część – w tym my – preferuje start półwiatrem na podstawowym ożaglowaniu. Pozwala nam to na większą manewrowość i szybszy start, więc linię startu mijamy na trzeciej pozycji – jest nieźle. Długo trzymamy się w czubie stawki, zwłaszcza, że między wyspami mamy świeży wiatr, zaś jachty idące bliżej Sao Vincente weszły w cień wyspy.

Prognoza sugeruje przyzwoity wiatr na początku, ale potem, na wysokości Sao Antao, w kierunku zachodnim, „dziurę” w wietrze długą na co najmniej 250 mil. Wybieramy więc nieco dłuższą drogę i kierujemy się na południe kursem 210-240. W sobotni poranek wita nas sms od cpt. Bevera „co wy robicie?!?! Miejsce 16 / 30 / 55”. Przy czym nie użył słowa „robicie”. Odwracamy dziób na zachód i stawiamy genaker, ale prędkość nie jest oszałamiająca, by rzec oględnie, więc po krótkiej debacie co by tu jeszcze postawić – dokładamy Code 0 na spi-bomie.  Teraz, w fordewindzie niesiemy jakieś 230 m/2 żagli!! 8o więcej niż producent przewidział dla wiatrów od rufy!! Ten zabieg pozwala gładko mijać kolejne jednostki, które albo idą podobnym kursem, albo próbują szukać wiatru jeszcze bardziej na południe i kolejny dzień witamy na pozycji 5/8/13.

Niedzielne popołudnie (21 listopada) przynosi kłopoty. Najpierw przeciera się hals genakera, potem zapasowy i kiedy deliberujemy jak zapobiec temu dalej, znajdujemy złamaną śrubę (M14!!!) trzymającą łoże, o które oparty jest wytyk od genakera, a samo łoże zaczyna mocno pracować i pojawia się uzasadniona obawa, że postawione 150 m/2 może je skutecznie wyrwać. Zrzucamy nasz największy atut i stawiamy podstawowy zestaw żagli. Demontujemy wytyk, łoże, próbujemy rozwiercić ułamaną śrubę, wybić, wykręcić, cokolwiek. Do nocy nie udaje się jednak nic osiągnąć i z kwaśnymi minami udajemy się na wieczorny seans filmowy. Staną się one naszą tradycją.

W ciągu nocy jest prikaz jeszcze większej uwagi i pilnowania kursu i prędkości, żeby jak najmniej stracić, rano natomiast okazuje się, że śruba złamała się tak, że nic z nią nie zrobimy. Montujemy zatem łoże na miejsce i kombinujemy nad usztywnieniem zapasowego miejsca montowania genakera, tak, że około południa używszy kilka metrów dyneemy (miękka lina a mocniejsza niż stalówka), śrub, nakrętek i podkładek oraz jednego śrubokręta – usztywniamy konstrukcję na tyle, że na maszcie pojawia się Code 0. Wracamy do gry!

Cały dzień mija przy słabym wietrze nie przekraczającym 12 węzłów, wiec moczymy nogi w oceanie a we wtorek, kiedy wiatr siada do 4-5kt, wskakujemy do wody. Do najbliższej ziemi – ponad 5 kilometrów – w pionie, do lądu – ponad 600 mil a my pluskamy się jak dzieci. Z tego miejsca chciałbym zapytać czy listopadowa kąpiel w Północnym Atlantyku liczy się jako morsowanie, bo jeśli tak, to byśmy się zapisali do jakiegoś klubu morsa, zwłaszcza, że w grudniu i styczniu także planujemy liczne kąpiele…

Słaby wiatr powoduje nieustanną frustrację, bo mile ciągną się jak dialogi w polskich filmach i zamiast połykać je radośnie w tempie 160-170 na dobę, rzadko kiedy osiągamy 140… Wizja 14 dni na Atlantyku przestała być aktualna, teraz mamy nadzieję, że zmieścimy się w 16 dniach. Koszmar. Nie mniej ciągłe próby trymowania żagli oraz dokładanie genuy, kiedy tylko wiatr pozwala (czyli wzmaga się do 7-8 węzłów) pozwalają przepchać się na pozycje 3/10/13.

Brak wiatru wymusza także zmianę trybu żeglowania na nieco bardziej plażingowy, bo chwilowo zamiast regat mamy smętne snucie się po Oceanie, stąd wieczorki filmowe, zabawy kulinarne, kąpiele (w tym roku mamy wyjątkowo ciepły listopad, bo temperatura powietrza dochodzi do 27 stopni Celsjusza) i książki oraz podcasty, które pochłaniamy hurtowo.

W piątek o godzinie 1100 zamykamy pierwszy tydzień na Atlantyku. Za rufą 974,2 mili mirskiej, co daje średnią prędkość 5,8 kt. Niemal węzeł wolniej niż zakładaliśmy w planie minimum. Powinniśmy właśnie zacząć zjeżdżać z górki, a tu wciąż pod… Właśnie – gdyby ktoś jednak nie wierzył, że ziemia jest okrągła, to niech porówna prędkości osiągane przez nas w pierwszej i drugiej połowie trasy. Niemal węzeł szybciej! Ewidentnie było z górki.

W sobotę świętujemy! A dokładnie – świętujemy urodziny Jacka. Mało kto może się pochwalić tym, że obchodził jubileusz na środku Atlantyku. Jest gromkie „sto lat!”, tort i kieliszek mikstury z Wysp Zielonego Przylądka, schłodzonej lodem. Na szczęście poskromiliśmy łakomstwo i nie rzuciliśmy się na tort od razu o północy, jak tylko Jacek skończył wachtę i rozpoczął się 27 listopada, bo w świetle poranka okazało się, że łakoć zaczął być lekko grzybowy.

W niedzielę świętujemy! A dokładnie – świętujemy, że do mety zostało mniej niż 1000 mil. To miłe, kiedy na liczniku zamiast 4 cyfr są 3. Z tej okazji na stole ląduje długo chomikowany bigos, butelka coli a wieczorem nawet szampan. Nie zrozumie tych prostych przyjemności ten, kto na co dzień takie dobra ma pod ręką.

Radość – radością, ale żeglować trzeba. Cała niedziela upływa na zmianach żagli, wymuszanych przez przechodzące burze i zmienny wiatr, choć głównie jedziemy na Codzie 0 i Genule – razem ok 125 m/2 powierzchni. Znów połykamy mile – po 7 a nawet 8 na godzinę. Kilwater aż furczy a w nim migoczą jak gwiazdy – plamki fotoplanktonu. Noc jest wyboista i niemal bezsenna. Radar ostrzega o burzach i szkwałach, ale jedziemy cały czas na granicy. Code kilka razy jest zwijany i rozwijany, co pozwala minąć w środku nocy dwie jednostki a przed południem dojść następne dwie, zaliczając w 24 godziny 171,8 mili morskiej!

Cały następny dzień w czołowej piątce naszej dywizji trwają roszady a po południu z niepokojem obserwujemy, że nasza prędkość mocno spadła. Na szczęście odrzucamy pomysł podparcia się silnikiem, bo okazało się, że wleczemy kawał sieci rybackiej. Zrzucamy żagle, otwieramy rufę i przy ponad dwumetrowej fali usiłujemy zrzucić z siebie to ustrojstwo. Prawie godzina walki, ustawiania, niesterownego jachtu raz jedną burtą raz drugą do fali i udaje się oswobodzić płetwę sterową a chwilę później spada także z S-drive’a. Jesteśmy wolni! Choć kosztowało nas to zapewne z 6-8 mil, do tego szkwalista noc, gdzie nie chcemy ryzykować podarcia „07 zgłoś się!” i rano jesteśmy na 4 pozycji.  

600 mil do końca, więc zaczynamy ryzykować coraz bardziej. Code 0 + genua i 20-23 węzły wiatru, które powodują, że zjeżdżając z fali osiągamy nawet 11-12 węzłów a dobowe przebiegi przekraczające 170 mil morskich stają się normą. Raz nawet ocieramy się o 190 mil!! W środku nocy (na wachcie między 0200 a 0400 czasu jachtowego), z wtorku na środę 1go grudnia mijamy się z Daisy. To wręcz niewiarygodne, że po 1700 milach żeglugi mijamy się z innym jachtem w odległości 0,6 mili! Ciągła walka o mile przynosi efekty, bo wychodzimy na drugą pozycję w grupie. Niestety, parcia na wynik nie wytrzymuje sztywny sztag, który urywa się i trzyma tylko na płaskowniku. Do mety 470 mil. Po konsultacjach zostawiamy genuę ze stwierdzeniem, że jak się płaskownik ukręci, to będziemy ją zwijać ręcznie, ale 17 mil do „Luny” samo się nie odrobi.

O ile dni są w miarę spokojne i pozwalają odpocząć, o tyle wieczorami i w ciągu nocy występują liczne szkwały burzowe, co wymaga nieustannej uwagi i licznych alarmów do żagli, bo kiedy tylko taki szkwał przechodzi, trzeba znów postawić code 0. Jednocześnie coraz bardziej przesuwamy granicę bezpieczeństwa. Początkowo zrzucaliśmy go przy 18-19 węzłach, potem 21, 23… Aż feralnej nocy ze środy na czwartek – jakieś 300 mil przed metą daliśmy się ponieść emocjom, bo dobę zamknęliśmy z wynikiem 188,9 mili (!!!!), uznając, że przy 25 węzłach wiatru Code dalej ciągnie dobrze i postawiona genua go odciąża…

Stara szkoła żeglarska nakazywała zarefować się przed nocą, żeby zmniejszyć szansę wystąpienia awarii takielunku, bo jak powszechnie wiadomo – jeśli coś ma się popsuć, to popsuje się w nocy lub w trakcie złej pogody. Pierwszy szkwał powyżej 30 węzłów wiatru spowodował, że próba zwinięcia naszego „07 zgłoś się” zakończyła się urwanym fałem rolera i dramatyczną próbą nie podarcia łopoczącego żagla. Na szczęście drugi szkwał przyszedł w momencie, kiedy okiełznaliśmy urwaną linę i mimo wszystko byliśmy w stanie go zwinąć i zrzucić… Pozostało więc wyciągnąć narzędzia do szycia lin zrobić mocną kawę (a nawet 3) i oddać się dzierganiu. Niespełna 3 godziny później rdzeń był zapleciony, oplot naciągnięty i przeszyty a code postawiony i dający nam dużego kopa prędkości, tak, że dobę skończyliśmy z wynikiem 183,7 mili.

Ostatnie sto mil do mety zawsze wlecze się jak smród za pospolitym ruszeniem. Co z tego, że prędkość w okolicy 7,5 węzła, ale mile jakoś tak wolniej uciekają… Kilkakrotnie konsultujemy z brzegiem naszą pozycję na tle konkurencji i wieści są dobre. Na szczęście w ostatnich 30 godzinach Neptun był łaskawy i oszczędził nam burz i szkwałów po nocy, co pozwoliło przespać kilka godzin (w odróżnieniu od poprzednich 48 godzin) i do końca walczyć o wynik, zwłaszcza, że na kilka mil przed metą zobaczyliśmy za sobą światła jachtu. AIS nie pokazywał nic więcej poza MMSI, ale mając listę startową, okazało się, że jest to „Daisy”. Niemal 2300 mil żeglugi a my kończymy regaty z różnicą 1,5 godziny!!! Luna na 3 miejscu ze stratą niespełna 3 godzin do nas!!! Oczywiście przeliczniki wszystko wywrócą, ale radość z utarcia nosa „dieselgrotowcom” jest ogromna! Zrobiliśmy to!!!

Informacje o przelocie Mindelo, Sao Vincente – St. George, Grenada.

Mil morskich:                                  2 296,7

Godzin na żaglach:                        354

Godzin na silniku:                           1,5 (0,5 podczas regat)

Średnia prędkość:                          6,48 węzła

Najlepszy dobowy przelot:          188,9 mil (średnia: 7,87 węzła)

 

Informacje o przelocie Santa Teresa di Gallura, Sardynia – St. George, Grenada.

Mil morskich:                                  5 133

Godzin na żaglach:                        698

Godzin na silniku:                           120,5

Średnia prędkość:                          6,27 węzła

Najlepszy dobowy przelot:          188,9 mil (średnia: 7,87 węzła)