Galapagos – czyli raj istnieje. A na pewno jego przedsionek

kwi 5, 2023 | Dziennik Kapitański

-Kici kici...<br />
- Do lwa k..? Do lwa??

San Cristoabal jest niesamowite. Ilość lwów morskich w wodach zatoki portu Baquerizo, na jego plażach i ławkach, jest ogromna. Niejednokrotnie, zwłaszcza po zmroku, można się potknąć o zwierzę drzemiące na deptaku a, by dostać się wieczorem do wodnej taxi – trzeba się właściwie przez nie przedzierać. I czasami można je przestraszyć klaskaniem i podniesionym głosem a czasem nie i samemu należy ustąpić miejsca szarżującej gadzinie. Populacja ta jest na tyle duża, że obowiązuje zakaz zostawiania swoich pontonów przy doku dla taxi, bo zostały by skolonizowane tak mniej więcej… natychmiast. Co z resztą widać na niektórych kutrach – te o niższej burcie mają swoich lokatorów. Podobnie jachty, a zwłaszcza katamarany, których pływaki na rufach schodzą tuż nad wodę – błyskawicznie znajdują się chętni by się na nich wylegiwać, jedyną obroną jest odpowiednie przywiązanie odbijaczy, których kształt i ruchomość uniemożliwia zwierzęciu złapanie balansu podczas próby wskoczenia.  Nasz SUP, który był przywiązany za rufą, też został skolonizowany, choć – ze względu na chybotliwość konstrukcji – trwało to nieco dłużej.

Lwy morskie na SUPie

Eksplorujemy wyspę. Warto wybrać się z lokalnym przewodnikiem z PN, który jest skarbnicą wiedzy o geologii, historii i ekologii wyspy. San Cristobal nie jest wysokie – zaledwie 700 metrów nad poziomem morza, ale to wystarcza, by na jej szczycie rośliny z gatunku Miconia, obrośnięte mchami oraz ścielące się pod nimi paprocie – wyłapywały wilgoć z powietrza i odprowadzały ją do gleby. Parowanie ograniczają często występujące chmury, wynik ochładzania się powietrza wraz z wysokością (przemiana adiabatyczna), które może osiągnąć nawet 1 stopień Celsjusza na każde 100m wzrostu wysokości, więc kiedy na poziomie morza temperatura wynosi około 30 C, na szczytach wzgórz jest przyjemnie chłodno.  W porze deszczowej – dodatkowo – lokalne potoki zasilają opady deszczu, co w połączeniu z niezwykle żyzną, wulkaniczną glebą pozwala na bujną wegetację, zwłaszcza w pasie 300-600 metrów wysokości. To jeden z powodów, dla których nie wolno wwozić na Galapagos żadnych nasion, roślin czy kwiatów. Przywiezione tutaj w latach ’90 borówka amerykańska i jeżyna – rozprzestrzeniły się szeroko dzięki ptakom, które nie trawią ich nasion. A naturalnych „zjadaczy” na Wyspach nie ma.

Myconia, mchy i paprocie na szczytach wzgórz

Unikalność ekosystemu skutkuje także obostrzeniami w rolnictwie. Aby sprowadzić sobie traktor, wymagane jest pozwolenie od ministra. Nie wolno stosować także środków ochrony roślin, bo wytrucie jakiegoś szkodnika (z perspektywy rolnika) spowoduje gromadzenie się toksyn w kolejnych ogniwach łańcucha pokarmowego, skutkując śmiercią ptaków czy ryb. W takich miejscach widać jak bardzo, poszczególne elementy przyrody są ze sobą połączone, jak są od siebie zależne i jak delikatny jest to twór.

Żółw Słoniowy w całej swej, wielkiej, okazałości!

Na wyspie trwa także program ochrony i zwiększania populacji żółwi słoniowych – tych największych na świecie, które na wyspie Izabela potrafią osiągnąć nawet 350kg. Te „maleństwa”, które widzieliśmy na Galapaguerze, osiągają „zaledwie” 200kg. Ale kiedy się rodzą – ważą ledwie 70 gramów, są więc narażone na atak drapieżników. Kiedyś zagrożeniem dla nich były jedynie sowy i sokoły, ale wraz z przybyciem ludzi pojawiły się także szczuty i koty (które zdziczały), a te bardzo chętnie gustują w „żółwinie”, zwłaszcza tej młodej, której keratynowa skorupa jeszcze nie stwardniała. W dodatku, w XVIII wieku rozpoczęto polowania na nie, w celu pozyskania wody oraz pożywienia a także oleju żółwiowego – używanego do lamp oraz w kuchni – liczebność spadła z 400 000 do zaledwie 4-6 000, stąd potrzeba szczególnej ochrony tych zwierząt. Obecnie populacja odrodziła się na tyle, że znalezione gniazda zabezpiecza się siatkowym koszem, by po wykluciu małe żółwie nie padły ofiarą drapieżników i przenosi się je do „przedszkola” gdzie przebywają, w coraz większych wolierach, przez 3 lata. Wcześniej – takie gniazdo było rozkopywane przez pracowników parku a jaja przenoszone do inkubatorów, gdzie dojrzewały. Tam też pracownicy… programowali ich płeć. Wiem, że brzmi to jak wyższa inżynieria genetyczna, ale sprawa jest zasadniczo bardzo prosta – wystarczy dobrać odpowiednią temperaturę inkubacji! U żółwi, trochę jak u ludzi – panie wolą ciepło, panowie chłód, więc jaja, które są niżej w gnieździe – zostają samcami; te zaś bliżej ciepłego piachu na powierzchni – samicami. Po tym czasie są wypuszczane na wolność.

"Wkurzony" Żółwik Słoniowy uczący się wspinaczki

Same zaś żółwie są niezwykle istotne dla ekosystemu wyspy, gdyż ich odchody zawierają nadtrawione nasiona, otoczone resztkami pokarmowymi i jakże cenną tu – wilgocią, co stanowi doskonałe środowisko dla kiełkowania roślin. Dość powiedzieć, że 75% nasion, które „przeszły przez żółwia” – kiełkuje. Dla porównania – z tych które trafiły na ziemię w inny sposób – kiełkuje 25%. Dlatego też żółwie nazywane są tutaj ogrodnikami wyspy. O arcyciekawych rytuałach godowych opowiem przy rumie, bo być może czytają to dzieci 😉 Ale dla cierpiących na zaparcia, w ramach pociechy powiem, że żółw, pomimo swej ściśle wegańskiej diety wypróżnia się raz na 2 tygodnie…

Skrzyżowanie żółwia z żyrafą ;)