Into the Pacific II

maj 2, 2023 | Dziennik Kapitański

23/04/2023 – 1180 mil do celu. Tydzień. Tak mniej więcej.

                29/04/2023 – do celu poniżej 200 mil. Poprzednie dwie doby z wiatrem wahającym się od iluzorycznego do budzącego nadzieję, ale nigdy nie przekraczającym tej wartości. Dwie doby na silniku. Koszmar. Dobrze, że w Kolumbii zwiększyliśmy nasz zestaw żagli bardzo-słabo-wiatrowych o 200 litrów, bo byłoby dramatyczne kiwanie się na fali z ledwo zapalającym genakerem. A tak jakoś udało się przetrwać ten trudny okres i poruszać się do celu z rozsądną prędkością. Za to połowy były udane. Zaczęło się od dwóch tuńczyków, takich po 8-10 kg, które wzięły… na raz. Ciągnęliśmy dwie wędki z przynętą na tuńczyka, więc były dwa brania. Pięknie. Doskonałe tataki i carpaccio. Część poszła do słoika w oleju, z cebulką. Palce lizać!

Na motyla! Genaker + Code 0. 230 m/2

Jakiś czas później trafiamy wahoo – taką około 1,5 metra, 10kg. Smażona i włożona w ocet wyszła doskonale, podobnie jak część, którą po usmażeniu przerobiliśmy na pastę z pomidorami. I kiedy zajadaliśmy się fajitas czy tam innym tacos z pastą z wahoo, śmiejąc się, że jest całkiem nieźle, skoro po dwóch tygodniach jedzenia ryby na wszystkie posiłki, nadal jesteśmy w stanie wymyślić z niej jakąś nową, smaczną potrawę – pojawiło się kolejne branie. Ale, że nie jesteśmy na rybach nad jeziorem, więc nikt się nie rzucił do wędki, zaś po obiedzie zabraliśmy się za wyciąganie, zmęczoną walką z jachtem pod spinakerem (zawrotna prędkość – 3 węzły) – żaglicę (sail fish)! Wyglądało to jak ukoronowanie naszych Pacyficznych połowów. Do piątku 28 kwietnia, kiedy, nie pomny na zakaz połowów Wojtek wrzucił dużą wędkę z przynętą na tuńczyka a małą – na coś innego. No i o 1100 się zaczęło. Kołowrotek zadymił, silnik wstecz, zrzucenie code 0. 200 metrów żyłki za rufą i walczymy. 45 minut wyciągania, ustawiania jachtu, skłonów i wyprostów z wędką (i obciążeniem na niej) i oto oczom naszym ukazał się tuńczyk. A nawet Tuńczyk. Piękny, okrągławy łeb i żółte płetwy. I ponad 30 kilogramów wagi!!! 135 centymetrów żywej torpedy złożonej z samych mięśni. A nasza zamrażarka szwankuje …

Żaglica / SailFish

200 mil przed metą pojawił się kolejny kontakt wizualny, tym razem nawodny – Aliena (Oyster 595). Do tej pory widywaliśmy ją na granicy widnokręgu i czasem na AISie, a teraz zaczęliśmy się zbliżać. Genaker grany był do granic bezpieczeństwa i po całonocnym pościgu, zmianie żagli na mniejsze (Code 0 i Genua), na 75 mil przed metą możemy niemal przeczytać nazwę na rufie. 3 000 mil wyścigu przez Pacyfik a my jesteśmy o pół mili od jachtu dłuższego o 15 stóp i walczymy o 4 miejsce w czasie rzeczywistym!

75 mil walki, kombinacji i trymowania żagli i oto o 1818 UTC-8 , na metę wpływamy jako czwarty jacht!!! Niemal 3 100 (5 700km) mil żeglugi a różnica na mecie między naszymi dwoma jachtami wyniosła… 5 minut. Jakieś 0,5-0,6 mili (1 kilometr) !!!

Informacje o przelocie Puerto Ayora, San Cristobal, Galapagos – Atuona, Hiva Oa, Markizy.

Mil morskich:                                    3 083,7

Godzin na żaglach:                          383,5

Godzin na silniku:                            55,0

Średnia prędkość:                           7,032 węzła

Najlepszy dobowy przelot:          189,3 mil (średnia: 7,887 węzła)

Hiva Oa