Joyeux Noel!

sty 19, 2022 | Dziennik Kapitański

Święta spędzamy pod palmami. Miast barszczu, karpia i klusek z makiem – na stole króluje tatar i steki z tuńczyka a także miejscowe sałatki. A wieczorem impreza! Nie tylko my w porcie świętujemy wigilię. Pomimo godziny policyjnej kilka jachtów dalej muzyka gra na całego a rum-punch (na Martynice to rum z cukrem i sokiem z limonki) leje się nieprzerwanym strumieniem. Szybko zostajemy zaproszeni do zabawy i wspólnie wznosimy toasty. Viva la Pologne! Viva la France! Joyeux Noel! Na zdrowie!

W międzyczasie okazuje się, że nasze paszporty Covidowe przestały działać. W Polsce ważne są rok, we Francji pozmieniali przepisy i jedynie pół roku. A bez ważnego paszportu nie można m.in.  wejść do knajpy czy poruszać się dalekobieżną komunikacją zbiorową. Pomoc wujka google jest nieoceniona i w pierwszy dzień świąt jedziemy na lotnisko, gdzie bez pytań o numer ubezpieczenia społecznego dostajemy dawkę przypominającą i zestaw dokumentów, który ułatwi nam życie.

Korzystamy z uroków karaibskiej wyspy ile tylko można i między snorklowaniem w zatokach postanawiamy zdobyć najwyższy szczyt Martyniki – Montagne Pele’e. Na mniej więcej 800 m.n.p.m. można wjechać, potem czeka marsz pod górę. I to konkretny, bo już po około 10 minutach od startu stok ma nachylenie 40-60 stopni i tak pokonujemy jakieś 200 metrów przewyższenia. Potem kilkanaście minut spaceru po niemal płaskiej grani i następne 200 metrów w górę o podobnym nachyleniu. Widoki są obłędne! A dokładniej – byłyby obłędne, gdyby nie fakt, że cały czas idziemy w chmurze i widoczność nie przekracza kilkunastu metrów. Do tego regularne opady deszczu i okazuje się, że na Martynice można nabawić się hipotermii. Na wysokości 1200 m.n.p.m temperatura wynosi kilkanaście stopni Celsjusza, wilgotność jakieś 100% + deszcz i wiatr. Okazało się, że T-shirt to nieco za mało 😉 Na tej wysokosci znajduje się widokowa trasa po koronie kaldery wiodąca delikatnie w dół i kończąca się stromym podejściem. Na niej też znajduje się odnoga na szczyt – Le Chinois, który wznosi się na niemal 1400 m.n.p.m.

Odwiedzamy Saint-Pierre, gdzie wybuch wulkanu Montagne Pele’e w 1902 roku spowodował ogromne zniszczenia, śmierć około 30 000 ludzi oraz zatopił kilkanaście statków. Poza miejscami pamięci (widok ogromnych fragmentów murów rozrzuconych jak dziecięce klocki robi wrażenie), jest to teraz świetne miejsce do wypoczynku z przyjemnymi plażami oraz możliwością obserwowania żółwi. Warto też wspomnieć, że to prawdziwy raj dla nurków, gdyż absolutna większość wraków leży na głębokościach poniżej 50 metrów a wiele z nich – poniżej 30 metrów, co czyni je dostępnymi dla większości nurków rekreacyjnych.