Odsalarka

kwi 5, 2021 | Dziennik Kapitański

zNasz włoski mechanik, a dokładnie jego brak, spowodował, że zaczęliśmy się drapać w głowę, co tu zrobić z odsalarką, bo tak się dziwnie złożyło, że jest on autoryzowanym dealerem firmy Shenker na terenie Sardynii, a zatem szanse na wykonanie prac przez fachowca oraz podbicie karty gwarancyjnej spadły do zera. Pozostało zatem nauczyć się na pamięć manuala, przemyśleć, gdzie się możemy wykoleić a potem zakasać rękawy i wziąć do pracy.

O ile podłączenie urządzenia od strony elektrycznej i hydraulicznej nie stanowiły problemu (Jerzy umie w kabelki, więc przełożył ideę, która stała za schematem, na rzeczywistość), o tyle wyzwaniem okazało się… kupienie węży do wody o wytrzymałości co najmniej 16 BAR, bo do takiej wartości podnosi ciśnienie pompa tłocząca wodę przez membranę. Najeździliśmy się za nimi po sklepach żeglarskich i samochodowych od Santa Teresy po Olbię, a w każdym kolejnym obsługa bezradnie rozkładała ręce, proponując kolejne miejsca (z czego niektóre po wielokroć). Dobrze, że wybraliśmy nowoczesny, niskociśnieniowym model, bo w tradycyjnych odsalarkach pompa wysokościśnieniowa tłoczy wodę pod ciśnieniem 800-900 PSI (dla mniej zorientowanych technicznie – jest to ciśnienie, jakie panuje na głębokości 550-600 metrów!), więc węże musielibyśmy zamawiać pewnie w jakiejś fabryce na kontynencie. Na szczęście sąsiad Jacka, pochodzi z Sardynii, więc przy okazji wyjazdu do Olbii spotkaliśmy się z ojcem sąsiada a ten od razu wskazał właściwy sklep, gdzie odpowiednie rury były dostępne od ręki oraz warsztat mechaniczny, gdzie mogliśmy wymontować zapieczone śruby i pierścienie Segera z rolera foka.

Po zakupie wszystkich węży, przejściówek, kolanek, trójników, uszczelek, kilometra taśmy teflonowej, płyt 18mm do posadowienia odsalarki i pompy przystąpiliśmy do pracy. Grube węże hydrauliczne nie zawsze chciały gładko wchodzić na króćce (ale od czego oliwa lub mydło). Dokręcanie filtrów pod Armatorską umywalką (jedyne miejsce gdzie się mieściły), niejednokrotnie wymagało wyhodowania dodatkowych stawów w ręce oraz założenia nowego nypla łączącego filtr 5 mikronów z hydroforem (plastikowy nypel okazał się nie dość wytrzymały jak na możliwości Jerzego) ale operacja wydawała się zakończyć sukcesem. Na testy musieliśmy jednak nieco poczekać, gdyż montaż agregatu wymagał wyjęcia jachtu z wody, dla wywiercenia przejść w kadłubie. Jednak co się odwlecze… 2 dni później mogliśmy śmiało zameldować części załogi siedzącej w Polsce – „dziś o godzinie 10:00 czasu miejscowego napiliśmy się świeżej wody z naszej odsalarki, zasilonej prądem z generatora!”