W marcu jak w garncu cz. I

maj 23, 2022 | Dziennik Kapitański

W marcu płyniemy na Tobago Cays. Jedno z najbardziej magicznych miejsc na Południowych Małych Antylach. Obostrzenia Covid wciąż w mocy, więc bez testu PCR ani rusz, ale na Martynikę też wymagają testów (choć wystarczy antygenowy), więc jeśli zrobi się go w odpowiednim momencie i wystartuje prosto na Tobago, to da się to opękać jednym.

St. Vincent i Grenadyny zaczynamy od Bequi. I już na wstępie widać, że „wolne i niepodległe” państwa poradziły sobie znacznie gorzej niż te „uciemiężone francuskim butem”. Kultowy Whaleboner – bar zrobiony z żebra wieloryba, przy którym siedzi się na stołkach z wielorybiego kręgosłupa – zamknięty. Na Mayreau w Salt Whistle Bay resort z pięknymi kamiennymi miejscami na drinka – rozpieprzony w drobny mak. Kamienny! A huraganu nie było! Na szczęście życie powoli wraca tam do normy i znów można zjeść Langustę, prosto z grilla opalanego węglem kokosowym, na plaży na Tobago Cays.

Grenadyny

Uczymy się też polować na langusty. Pierwsze doświadczenie, kiedy Jacek, snorklując namierzył jedną, a potem dostała między oczy z kuszy sprawiło, że żyłka łowiecka zadrgała w nas mocno i dwa dni spędziliśmy w Grand Anse d’Arlet polując z kuszą. Udało się trafić kilka (choć nie były to jakieś oszałamiające okazy), które z patelni, w towarzystwie masła czosnkowego i pietruszki smakowały obłędnie!

W połowie marca przyleciał Tomek poprawić mocowanie wytyku spinakera, roler genuy oraz spi-bom, który stracił mocowanie podczas jednego ze zwrotów. Praca – pracą, ale głównie żeglujemy. Mijamy prawą burtą Dominikę i docieramy na Wyspy Święte (Iles des Saintes) przy Gwadelupie. Krajobraz jak z Nikifora – małe, wąskie uliczki, nad którymi leniwie przepływają chmury i góry, bo w końcu to wyspy wulkaniczne. Kolorowe domki i praktyczny brak aut. Za to boogie, skutery, rowery w każdej ilości, okazują się doskonałym sposobem na zwiedzanie urokliwych zakątków. Nad wyspą dumnie góruje fort z czasów kolonizacji, zamieniony w muzeum, który zdecydowanie warto odwiedzić, choćby ze względu na niesamowita panoramę Wyspy i okolic.

Na Gwadelupie kilka dni spędzamy w Point-a-Pitre. Naprawiamy silnik zaburtowy, odwiedzamy muzeum niewolnictwa, zwiedzamy wodospady w Parku narodowym, plażujemy na L’illet du Gosier śmiejąc się, że jak na widok z okna w biurze, to jest całkiem znośnie.

Le Gosier