Wyspy Zielonego Przylądka

lis 17, 2021 | Dziennik Kapitański

Podczas rozdania nagród okazuje się, że zajęliśmy dobre, 3 miejsce. Przy okazji okazało się jak słabymi żeglarzami jesteśmy i jak wiele jeszcze musimy się nauczyć, bo wiele jachtów przez całą trasę nie użyła silnika ani przez minutę. Zważywszy na wiatr podczas ostatniej doby, wydaje się że cuda Polskiego Ładu to przy tym bardzo rzetelne fakty. No ale nie ma się co użalać, 2200 mil przez Atlantyk nie da się przejechać na silniku.
Postój wykorzystujemy na sprawdzenie takielunku. Dokręcamy luźne śruby na maszcie i salingach, poprawiamy wytyk, naprawiamy spi-bom, zaklejamy dziurki na spinakerze. Rozwiązujemy problem z panelami słonecznymi, które nie spełniły pokładanych w nich nadziei i rzadko kiedy generowały więcej niż 2A prądu, choć powinny 20A. Okazało się, że jeden z nich był uszkodzony i zamiast prąd generować albo go pobierał, albo przynajmniej blokował przepływający. Mamy nadzieję, że teraz uda się z nich wycisnąć choć 10-12A, co pozwoliłoby uzyskać 60-80 amperogodzin na dobę, a to tyle ile pobiera lodówka wraz z autopilotem, więc jest o co walczyć.
W międzyczasie zwiedzamy. Część załogi udaje się na wycieczkę na Sant Antao, zwiedzamy też Sao Vincence. I cóż… Zielony Przylądek zielony jest jedynie z nazwy. Sao Vincence nie ma żadnych źródeł wody a deszcze padają niezwykle rzadko, więc uprawa roślin praktycznie nie występuje. Jedynymi zielonymi akcentami są drzewa akacjowe, które potrafią wytrzymać do 3 lat bez wody, zostały więc nasadzone, aby zapewnić nieco zieloności krainie. Sant Antao, które posiada źródła, ma zielone wąwozy, ale poza tym – także jest spalona słońcem. Tym nie mniej widoki są obłędne i warto spędzić trochę czasu zwiedzając, zwłaszcza, że plaże, tym bardziej te od strony Afryki, na które wiatr naniósł drobny, Saharyjski piach są obłędne. Dodajcie do siebie miękkość Bałtyckiego piasku i błękitną, oceaniczną wodę o temperaturze 24-25 stopni (w listopadzie). Czy może być coś piękniejszego?
Może. Na tutejszych wyspach jaja składają żółwie morskie (careta careta) a na plaży Sao Pedro lokalni rybacy podkarmiają je, więc kilkanaście z nich zawsze kręci się w pobliżu plaży. Możliwość obcowania z nimi, zwłaszcza, że zupełnie nie boją się człowieka i niejednokrotnie same podpływają, stając z nami oko w oko, jest niesamowita. Do tego na targu znajdujemy langusty, więc kupujemy 5 kilogramów a Jacek obiecuje nam ucztę na kolację.
Jutro ostatnie zakupy, pranie, odprawa skipperów, sprawdzenie pogody i ustalenie trasy… i dalej w drogę!
żółwie na Sao Pedro